Memories In My Head - rockella.pl

Publikacja: 15 sierpień 2011
Autor: Rockella
Ocena: 10/10

Czy zespół z 10-letnim stażem może odnosić sukcesy nie idąc na artystyczne kompromisy? Czy może stale się rozwijać i pozytywnie zaskakiwać słuchaczy swoją twórczością, jednocześnie wypracowując własny niepowtarzalny styl? Czy w końcu może przenieść rock progresywny w XXI wiek, nie będąc posądzonym o wtórność?

Najnowsza EP-ka Riverside zatytułowana „Memories In My Head” udowadnia, że tak. I są na to trzy dowody, czyli tyle, ile utworów zawiera to rocznicowe wydawnictwo. I tu kolejny fakt przemawiający za tym, że Riverside to zespół, który podążając wybraną przez siebie muzyczną ścieżką, szanuje swoich fanów. Mogliśmy bowiem, w ramach tej jubileuszowej EP-ki, dostać zestaw typu „the best of…” lub miernej jakości koncert pod hasłem „wyjątkowa pamiątka na 10 urodziny zespołu” lub jeszcze innego typu kompilację, która z pewnością chluby zespołowi by nie przyniosła. Ale nic z tych rzeczy.

„Memories In My Head”, choć to tylko EP-ka, jest dziełem skończonym, pełnym i przygotowanym specjalnie na okoliczność „10th Anniversary Tour”. Bez żadnych odpadów z poprzednich sesji. I wyraźnie to na tym mini albumie słychać. Kompozycje są spójne, a wraz ze starannie jak zwykle przygotowaną oprawą graficzną tworzą zamkniętą całość.

Muzycznie otrzymaliśmy ponad 33 minuty przepięknej muzyki, w której warszawski kwartet pokazuje pełen wachlarz możliwości i niewiarygodną wręcz zdolność kreowania jedynych w swoim rodzaju progresywnych brzmień. Wystarczy się wsłuchać w dźwięki klawiszy Michała Łapaja. Mamy i floydowską psychodelię, jak choćby na otwarcie i finał płyty, mamy zagrywki w stylu Johna Lorda w „Living In The Past”, a solówki w środkowej części tego samego utworu nie powstydziłby się sam Keith Emerson. Pomiędzy tymi nawiązaniami do klasyki jest również sam Michał Łapaj, który raz tworzy barwne tła pozostałym instrumentom, raz punktowymi dźwiękami buduje napięcie, by w innych miejscach prowadzić wyraźny dialog z gitarą. Mam wrażenie, że na „Memories In My Head” klawisze otrzymały więcej przestrzeni. Muzyka znacznie na tym zyskała, a Michał Łapaj zdecydowanie uniósł ciężar odpowiedzialności. Wielkie brawa!

Pozostała trójka muzyków nie pozostaje w tyle. Mariusz Duda, czy to niemal szepcząc /”Goodbye Sweet Innocence”/, czy wykrzykując z zaangażowaniem tekst /”Forgotten Land”/ niezmiennie potrafi poruszyć, a jego głos jest niezbędnym elementem całości. Angażując się w śpiew nie zapomina również o instrumencie. Basowy podkład grany przez niego do gitarowego motywu wykonywanego przez Piotra Grudzińskiego w drugiej minucie „Living In The Past” to jeden z najpiękniejszych fragmentów tej płyty. Nad całością zaś unosi się – łagodniejsza tym razem niż na „Anno Domini High Definition” – perkusja Piotra Kozieradzkiego. Jak wielka jest jej rola można docenić wsłuchując się w finałową część „Living In The Past”. Kiedy rytm utworu kilkakrotnie ulega zmianie, a pozostałe instrumenty wymieniają się swoimi partiami solowymi, perkusja czuwa nad całością, utrzymując w ryzach tempo tej znakomitej kompozycji. Również wielkie brawa!

Aż żal, że „Memories In My Head” to tylko mini album, bo znajdujące się na nim kompozycje to rock progresywny XXI wieku, który zna swoje korzenie, ale nie zamierza na tym poprzestać.

Być może kluczem do pełniejszego zrozumienia tej płyty są słowa:
„I don’t care if those times are over
I’m not going to live like everyone
I don’t care if those times are over
my future is living in the past”

A być może, jak mówi sam Mariusz, "ten minialbum i teksty dla wielu nabiorą znaczenia dopiero jak usłyszą nowe nagrania Riverside". Nie mogę się ich już doczekać.