SoNGS - artrock.pl

Głęboko wierzę, że istnieją jeszcze prawdziwi Fani muzyki i to nie byle jacy fani, tylko właśnie Fani, pisani przez wielkie F. Są to jednostki szczególne, które nie tylko kupią płytę (czasami nawet w ciemno), bilet na koncert, koszulkę lub inny gadżet, ale zaangażują się także w muzyczną edukację otoczenia. Wierzę, bo sam jestem taką osobą. Każdy z tych Fanów z pewnością wśród swoich fascynacji znajdzie zespół, który uwielbia ponad wszelką miarę, któremu zawsze da szansę, w który będzie inwestować mimo zastrzeżeń tzw. muzycznego środowiska dotyczących zawartości tego czy innego wydawnictwa konkretnej grupy.

Gdyby Riverside wydał bardzo słaby album, to i tak wątpię, czy odmówiłbym sobie przyjemności postawienia go na półce obok tych wcześniej wydanych, bo dla mnie to jest właśnie ten szczególny zespół. Należy jednak pamiętać, że cenić, uwielbiać, a nawet wierzyć, to także wymagać.

Doskonale pamiętam dzień premiery poprzedniej płyty Riverside. Stawiłem się w tzw. dobrym sklepie muzycznym tuż po jego otwarciu, by już po chwili zająć miejsce w kolejce do kasy z czerwoną płytą trzymaną w drżących dłoniach. Celebrację zawartości musiałem odroczyć do wieczora, ale czułem, że niczym nie muszę się martwić, w końcu muzycy tejże formacji jeszcze nigdy mnie nie zawiedli. Miałem rację, bo choć ADHD różniło się od trylogii, to jednak posiadało treść, w której można było się zatracić, w którą można było uwierzyć. Doskonale pamiętam również dzień premiery Shrine of New Generation Slaves. Tym razem wiedziałem, czego mogę się spodziewać po tym krążku, wiedziałem również, że idą zmiany. Świat, również ten muzyczny, nie toleruje zastoju, więc chęć eksploracji nowych płaszczyzn jest jak najbardziej zrozumiała, ale trzeba pamiętać o tym, że niektóre zmiany budzą silny opór otoczenia.

Mimo wielu nowości brzmieniowych, zmiany nie dotknęły osoby odpowiedzialnej za oprawę graficzną tego wydawnictwa. Tym aspektem ponownie zajął się Travis Smith, tworząc niesamowite tło do kolejnej muzycznej opowieści. Udane prace grafika cieszą tym bardziej, że zostały one zawarte w książeczce załączonej do albumu. Chociaż chyba lepiej byłoby napisać, że wspomniana książeczka została z albumem zespolona i to dosłownie. Nie wiem, kto jest odpowiedzialny za pomysł przyklejania tego typu dodatków do opakowania, ale idea jest tak szalenie nietrafiona, że ta osoba powinna zostać obarczona cielesnymi konsekwencjami podejmowania takich a nie innych decyzji. Ponadto szkoda, że okładka nie została polakierowana, bo tuż po otwarciu zaczęła tracić swoje wizualne walory, co mnie jako estetę ciągle nawiedza w niezbyt przyjemnych snach.

Shrine of New Generation Slaves to piąty, studyjny album grupy. Mimo złowieszczo brzmiącego akronimu (SoNGS) nazwa tego wydawnictwa ciekawie wpisuje się w symbolikę przemycaną tu i ówdzie przez Dudę i spółkę. Zatem mamy piąty album, z tytułem składającym się z pięciu słów z wieloma smaczkami w tle. Płyta została wydana w dwóch wersjach: podstawowej i rozszerzonej. Ta druga oprócz standardowych, ośmiu utworów zawiera książeczkę i bonusowy dysk zatytułowany Night Session z dwiema rozbudowanymi, muzycznymi improwizacjami.

Okazało się, że Riverside nie tylko potrafi tworzyć dźwięki w stylistyce innej niż do tej pory, ale także doskonale się w niej odnajduje. Na dodatek robi to ze specyficzną dla siebie przekorą. Z jednej strony faktycznie mamy do czynienia z piosenkami, bo nie da się ukryć, że konstrukcja poszczególnych kompozycji została uproszczona, pojawiają się w nich wpadające w ucho melodie i bardziej przystępne elementy, z drugiej zaś strony nie znajdziemy tu radiowych trzyminutówek, a ilość śladów w niektórych ze wspomnianych kompozycji jest imponująca. Shrine of New Generation Slaves to płyta, w której zdecydowanie więcej jest klasycznego rocka, hardrocka czy nawet bluesrocka niż rocka progresywnego, co słychać już w pierwszych brzmieniach utworu otwierającego album. Nie da się też ukryć skojarzeń z muzyką Led Zeppelin czy Deep Purple, ale warto też zwrócić uwagę na to, jak dużo udało się muzykom Riverside przemycić elementów rodem z płyty Out of Myself czy twórczości projektu Lunatic Soul (The Depth Of Self-Delusion, We Got Used To Us, Deprived (Irretrievably Lost Imagination)). Zatem paradoksalnie wszelkie zmiany są w gruncie rzeczy powrotem do korzeni – tych w twórczości zespołu, jak i inspiracji muzycznych jego członków. Na płycie nie zabrakło typowych dla formacji motywów: muzycznego zaangażowania, sprawnej sekcji rytmicznej, udanych wokali, charakterystycznych, gitarowych solówek (The Depth Of Self-Delusion) i świetnych partii instrumentów klawiszowych (Escalator Shrine, Celebrity Touch). Bardzo dobrze się stało, że ten ostatni element udało się szczególnie wyeksponować, a Michał Łapaj dostał więcej miejsca do pokazania swoich ogromnych umiejętności, o których chyba zbyt rzadko się wspomina. Miłym urozmaiceniem są też magiczne partie saksofonu, za które odpowiadał Marcin Odyniec (Deprived…, Night Session - Part Two).

Nie sposób mówić o twórczości Riverside w oderwaniu od warstwy tekstowej, co prawda Shrine of New Generation Slaves nie jest typowym konceptem opowiadającym historię konkretnego bohatera, ale za to w ogólnym ujęciu ukazuje problem zniewolenia człowieka we współczesnym świecie. Może się to kojarzyć z tematyką zawartą na Anno Domini High Definition, ale tym razem mamy do czynienia z innym ujęciem tych kwestii. W związku z tym możemy być obserwatorami historii uniwersalnych jednostek, które są skłonne poświęcić prywatność dla sławy, stają się niewolnikami przyzwyczajeń, zatracają się w codzienności i przestają marzyć. To wszystko, to nie tylko trafne hasła, ale jak zwykle w przypadku Riverside bardzo dobre teksty.

Ciekawym materiałem jest też dysk bonusowy. Można na nim znaleźć dwa utwory o łącznym czasie trwania przekraczającym dwadzieścia dwie minuty, czyli solidną ilość muzyki. Brzmienie wspominanych kompozycji należałoby umiejscowić pomiędzy nielicznymi rzekobrzeżnymi eksperymentami z ambientowymi dźwiękami i ostatnim wydawnictwem Lunatic Soul – Impressions. Jest to ciekawy dodatek kolekcjonerski, który mocno odstaje od zawartości regularnego wydania SoNGS i raczej trudno go traktować jako uzupełnienie tegoż albumu, za to idealnie sprawdza się jako tło do nocnych rozmyślań.

Słuchając Shrine of New Gerenation Slaves cieszę się, że zespół nie boi się eksperymentować, bez względu na okoliczności przeć do przodu, swobodnie wybierać kierunek rozwoju, który uważa za właściwy. Z perspektywy czasu trzeba przyznać, że robi to dobrze. Oldschoolowe brzmienie Riverside jest szczere, prawdziwe i niewymuszone, przez co szalenie zyskuje na wiarygodności i atrakcyjności. Cieszę się również, że wraz z zespołem mogę dojrzewać, uczyć się nowych rzeczy i poznawać kolejne muzyczne światy.

Publikacja

2013-02-12

Autor

Kamil Dróżdż

Ocena

brak
  • B Merlin Pickups
  • B Ls
  • B CM
  • B VE
  • B Audio Technica
  • B Czarcie Kopyto
  • B Paiste
  • B V
  • B Ultimate Ears