metal hammer 4/2011

MH: Mija 10 lat działalności Riverside. Przyjmijcie najlepsze życzenia i gratulacje. W tym czasie staliście się jednym z najważniejszych polskich zespołów... Potraficie z perspektywy czasu wskazać te przełomowe momenty w Waszej historii?

Piotr Kozieradzki: Powiem ci tak szczerzę, że było ich naprawdę sporo. Takim pierwszym była na pewno zmiana składu. Zespół stał się jednym mechanizmem i po prostu wszystkim chciało się grać nie zważając na brak kasy za to granie. Drugim takim momentem było podpisanie umowy z Inside Out co dało nam naprawdę dużo możliwości. Musieliśmy podjąć decyzje o staniu się tylko muzykami. Następny moment to trasa z Dream Theater. Zobaczyliśmy tak naprawdę jak wygląda praca w 100% zespole. Pełne zawodowstwo. Nauczyliśmy się bardzo dużo obserwując zespół, technikę i cała organizacje imprezy. Kolejnym krokiem było wydanie ADHD. Tą płytą udowodniliśmy chyba większości malkontentów, że mamy coś do powiedzenia poza trylogią i potrafimy to przekazać zupełnie inaczej a jednocześnie w naszym stylu. To te najważniejsze momenty choć pewnie nie jedyne, które zaważyły na tym w jakim miejscu teraz jesteśmy.

MH: W maju wyruszacie na europejską trasę koncertową... Niemcy, Holandia a nawet Rumunia i Bułgaria...

PK: Trzeba odwiedzać miejsca w których jeszcze nie graliśmy lub gramy rzadko oraz te w których gramy częściej. Mamy sporo fanów w takiej Bułgarii czy Rumunii. Oczywiście nie ma porównania do Holandii, Niemiec czy Anglii ale trzeba propagować nazwę i naszą muzykę wszędzie. Na ostatniej trasie po ADHD graliśmy w Sofii i to był chyba najgłośniejszy nasz koncert pod względem okrzyków publiczności. Ponad 600 osób i taki wrzask, że ciężko było nam w to uwierzyć. Węgry, Rosja to państwa gdzie są naprawdę oddani nasi fani więc trzeba tam grać jak najwięcej i jak najczęściej. W Holandii i w europie zachodniej mamy już ustabilizowaną pozycję więc pozostaje nam rozszerzać pole działania muzyki Riverside.

MH: Potem przyjdzie czas na polskich fanów – w Polsce planujecie chyba sześć koncertów z nie byle jakimi gośćmi -  The Pineapple Thief  i Paatos.

PK: Dokładnie od 24 do 29 maja. To nasz jubileusz wiec postanowiliśmy zaprosić naszych przyjaciół z wymienionych bandów. Znamy się od dawna więc taka mini traska będzie dużym wydarzeniem na naszym rynku progresywno rockowym. Dobrze się składa, wszystkie 3 kapele wydają nowe płyty, więc będzie coś nowego dla ucha i dla ducha. Pojawi się sporo ciekawostek w sklepiku oraz dużo nowej muzyki na żywo. Kilka utworów dawno lub nigdy nie granych live. Mam nadzieje, że będzie fajnie. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy na koncerty. Łódź, Wrocław, Kraków, Poznań, Gdańsk i Warszawa wiec można dojechać z każdego zakątka Polski jeżeli się tylko chcę. Zapowiada się naprawdę fajnie więc szkoda to opuścić.

MH: Jaki materiał przygotowaliście na trasę? Z okazji 10 rocznicy pewnie będzie to coś wyjątkowego?

PK: Oczywiście, my zawsze podchodzimy dosyć poważnie do wyboru materiału na set koncertowy. Wiadome, że jeżeli jubileusz to muszą się pojawić utwory z wszystkich płyt. Kilka dawno nie granych, kilka w innych aranżacjach, kilka nowych i jak zwykle niespodzianka. To standard w Riverside. Staramy się tak przygotowywać utwory aby nie było to kolejne odklepywanie. Chcemy się tym bawić i wciągać w tą zabawę publikę. To bardzo ważne. Bez tego każdy koncert to kolejny koncert o którym szybko się zapomina, a to nie najlepsza rekomendacja dla zespołu. Riverside na to nie stać aby ludzie wychodzili niezadowoleni z naszego koncertu. Staramy się sprawić aby każdy nasz koncert był wyjątkowy. Nieraz się to udaje nieraz nie, ale zawsze się staramy.

MH: Mam wrażenie, że w ciągu tych 10 lat jedyną rzeczą która się Wam nie powiodła to próby przebicia się poza kontynent europejski... A może są jeszcze inne plany, których nie udało się Wam zrealizować?

PK: Byliśmy kilka razy w Stanach, Kanadzie, Meksyku ale tak naprawdę miarą sukcesu tam jest wydanie ogromnej ilości pieniędzy na trasę za którą trzeba samemu zapłacić. Nie stać nas na taki ruch. To ogromna kasa i nie mamy zamiaru jej po prostu sami wydawać. Są takie zespołu które na to stać. Płacą kasę za trasę a u nas mówią że to wielki sukces. To jakiś żart….sukces przez łzy. Wydanie 30000 dolarów nie jest żadnym sukcesem, no może prócz tego, że ktoś nas zobaczy, że ktoś o nas napisze, zespół taki czy siaki tam pojechał i grał z tym czy tamtym. Jeżeli obecnie nie ma takich możliwości abyśmy tam pojechali na normalnych warunkach to po prostu nie pojedziemy. Nic za wszelką cenę. Mamy czas, jeszcze poczekamy na ewentualny sukces. Albo się pojawi albo nie ale nie nastawiamy się na jakieś napompowane newsy. Czego nie udało się nam zrealizować? Pewnie wielu rzeczy ale jesteśmy ambitnym zespołem i będziemy powoli je wszystkie urzeczywistniać.

MH: Na trasie koncertowej będzie można nabyć specjalne jubileuszowe wydawnictwo, które nie będzie nową studyjną płytą Riverside ale zarazem będzie zawierało premierowy materiał. Brzmi to dość tajemniczo...

PK: Tak to taka mini płyta z zupełnie nowymi numerami. Mini a trwa prawie 34 minuty więc nie najgorzej jak na epkę. Znajdują się tam 3 utwory. Nazywać się to będzie "Memories in My Head". Moim zdaniem będzie to ciekawa pozycja w naszej dyskografii. Premiera 5 maja na pierwszym koncercie z trasy. Takie trochę old skulowe progresywne granie połączone z naszym spojrzeniem na ten okres w muzyce. Niedługo pojawi się singiel, wiec mam nadzieję, że będzie można to usłyszeć w radiostacjach. Oczywiście jeżeli puszczą :D

MH: W podsumowaniu ubiegłego roku wśród naszych Czytelników Riverside jak zwykle otrzymał sporo głosów... W kategorii „nadzieje płytowe na 2011” Wasza płyta pojawił się w czołówce zestawienia... Ale album zostanie wydany dopiero w 2012 roku...Dlaczego musimy czekać tak długo, rozumiem trasy koncertowe, DVD, płyty solowe ale studyjna płyta ma chyba największą moc oddziaływania?

PK: Tak to prawda ale płyta to naprawdę ważna sprawa. Musi być jak najbardziej dopracowana. Mamy pomysł na nią, zarys historii i kilka fragmentów. Sam pomysł jest bardzo odważny więc musimy  się do tego przygotować poważnie. Patrząc na to podsumowanie trzeba się tylko cieszyć, że mamy tak wytrzymałych fanów i mam nadzieję, że nigdy ich nie zawiedziemy. Ci ludzie, są cała nasza siłą. Bez puszczania w TV, Radio jesteśmy gdzie jesteśmy więc to zależy w dużej mierze od nich. Oczywiście też od nas ponieważ my tworzymy coś co im się podoba. To obopólna korzyść więc trzeba prosić ich tylko o cierpliwość. Na pewno im to wynagrodzimy w międzyczasie właśnie takimi wydawnictwami jak wspomniany wcześniej "MIMH". Jesteśmy mocno zapracowanym zespołem i staramy się nie schodzić poniżej pewnego poziomu a to niestety wiąże się z tym że nie możemy sypać nowymi utworami jak z rękawa. Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Trzeba dokładnie i pewnie stawiać tzw kroki. Płyty na szybko nagrywają już różne  inne zespoły i nie wychodzi im to na dobre wiec my nie chcemy popełniać tych samych błędów. Zostawiamy to innym.

Proszę też o krótkie omówienie kolejnych studyjnych tytułów z Waszej dyskografii.

Out Of Myself: Moje pierwsze kroki w świecie muzykowania progresywnego. Spontan na maksa. Nagranie średnie ale emocje przerastające wszystko w czym brałem do tej pory udział. Piękne melodie, super piosenki wyciskające ostatnią łzę z oka.

Voices In My Head: Najprostsza i zarazem najmniej pracochłonna rzecz jaką nagrałem. Jeden utwór z bębnami reszta to loopy. Wspaniały klimat i doskonałe podsumowanie okresu OOM. Wszystkie utwory po prostu uwielbiam. Klimat doskonały, doskonałe melodie, esencja spokoju.

Second Life Syndrome: To dla mnie pierwsze profesjonalne nagranie w Riverside. Super studio, sprzęt i cała otoczka. Kontrakt z Inside Out, Trasa z Dreamami i kilka naprawdę wspaniałych utworów. Potwierdzenie, że zmiana składu nam wyszła tylko na lepsze. Conceiving You niemal pop ale z klasą.

Rapid Eye Movement: Ostatnia część trylogii, kilka naprawdę wspaniałych i moich ulubionych utworów. Z całej trylogii właśnie z tego nagrania jestem najbardziej zadowolony. Dojrzała płyta z pięknymi piosenkami oraz z 02 Panic Roomem. Pierwszy teledysk i chyba jeden z naszych hitów choć tez popowy :D

Anno Domini High Definition: Urwanie tzw pępowiny. Wściekłość, agresja i piękno zarazem. Najlepsza płyta w moim dorobku muzyka. Wszystko jest tak jak mogłem sobie tylko wymarzyć. Brzmienie, melodie, piosenki, klimat i cały koncept. Okazało się, że jesteśmy naprawdę rasowym rockowym zespołem z ikrą. Left Out wspaniały klimat z doskonała końcówką. Mój ulubiony utwór z tego albumu. Esencja Riverside.

Wywiadu udzielał

P.KOZIERADZKI

Rozmawiał

Metal Hammer

Data

2011-03-27
  • B Merlin Pickups
  • B Ls
  • B CM
  • B VE
  • B Audio Technica
  • B Czarcie Kopyto
  • B Paiste
  • B V
  • B Ultimate Ears