Artrock.pl

Tego wieczora doszło do jednego z najbardziej nieoczekiwanych wydarzeń. Koncert zespołu progresywnego w dodatku we Wrocławiu zakończył się pełnym sukcesem. Nie spodziewaliśmy się takiej frekwencji, tak więc równie dużym szoku muzycy dochodzili do siebie, wcześniej mocno podstresowani nieobliczalnością wrocławskiej publiczności. Po występie, i chwili odpoczynku - zabrałem Mariusza Dudę oraz Piotra Grudzińskiego, podstawiłem mikrofon i posypały się pytania.

Panowie - Jak Wy się czujecie.
Piotr Grudziński: Emocje są niesamowite. Nie zagraliśmy jeszcze nigdzie takiego koncertu nawet w Warszawie. Mówię to ze 100% odpowiedzialnością, takiej publiczności jeszcze do tej pory nie mieliśmy.
Mariusz Duda: ... nie mam słów ... Dziękuję (śmiech)

Było tutaj prawie pół tysiąca osób? nie mieliście do tej pory takiego audytorium
Mariusz: Poważnie pół tysiąca ??
Piotr: Tym bardziej ten koncert był niesamowity !
Mariusz: Graliśmy koncert w Progresji, który był podzielony na raty. Gdyby to zsumować, to byłoby ponad 500 osób, ale jeżeli chodzi o jeden koncert to ten wrocławski był naszym pierwszym przed tak dużą publicznością.

A jak czujecie, jak zostaliście odebrani. Dodam, że Wrocław jest miastem omijanym przez zespoły tego typu, po części to jest wina samego Wrocławia, ale też artyści nie mają chęci aby tutaj zbytnio przyjeżdżać, z drugiej strony jak już ktoś przyjedzie, to spotyka się z taką frekwencją, jaką widzieliście na swoim występie.
Piotr: Ja powiem o tym, co przed chwilą przeżyłem... od koncertu minęło jakieś 20 minut, a już spotkałem się z osobami, które powiedziały, że pomiędzy nami, a publicznością zapanowała pewna więź emocjonalna i myślę, że to o to chodzi, o pewien przekaz emocji. Jestem w szoku !
Mariusz: Czuło się pozytywne wibracje w powietrzu.
Piotr: I powiem wszystkim artystom, że jeżeli nie chcą przyjeżdżać do Wrocławia, to robią ogromny błąd. O!.
Mariusz: Słusznie powiedziane.

A wracając do Waszej płyty: Ile powstawała.
Piotr: Mowa o nagrywaniu czy tworzeniu materiału?
Mariusz: Za długo. 6 utworów mieliśmy gotowych już po roku naszej działalności. Zaprezentowaliśmy je na naszym pierwszym koncercie. Potem przez kilka miesięcy, z przerwami, rejestrowaliśmy materiał a w marcu 2003 pięć z nich wydaliśmy jako materiał demo. Jako że demo się spodobało dopiero wtedy zaczęliśmy myśleć o płycie. Takiej prawdziwej pierwszej płycie. Mieliśmy jeden dodatkowy utwór w postaci reality dream II, dodaliśmy więc jeszcze trzy spokojniejsze kompozycje i w celu poprawy brzmienia zmiksowaliśmy ponownie w innym studio. Płyta powstawała długo, ponieważ w nieskończoność przeciągał się fakt braku efektów związanych z zakończeniem rejestracji naszego materiału. Między innymi dlatego nastąpiła u nas rotacja personalna. Na szczęście Riverside wydało już swoja pierwszą płytę i to jest najważniejsze.

A na ile Wy jesteście zadowoleni z tego materiału na płycie? W ogóle z wydania tej płyty.
Mariusz: Osobiście jestem zadowolony bardzo. Koncepcja została zrealizowana. Wiem, że udało nam się zrobić spójny album, który nie nudzi się zbyt szybko i do którego mam nadzieję co jakiś czas będzie się z przyjemnością wracało. Cieszy nas to, że poprzeczka podniesiona jest wysoko. Jeżeli chodzi o kolejną płytę to czeka nas teraz naprawdę ciężka praca. Bardzo przyjemna ciężka praca, ponieważ chcemy coś z tą poprzeczką zrobić a nie spoczywać na laurach.
Piotr: Teraz chcemy pokazać że ...
Mariusz: ... chcemy dorównać poziomem.
Piotr: .. że to nie był przypadek, że możemy zrobić równie udaną płytę, albo nawet lepszą jeżeli się uda, wszystko zależy od ludzi jak to odbiorą.

A jak mniej więcej stawiacie na warstwę muzyczną. Nie ukrywam, że jako potencjalny odbiorca, w waszej muzyce słyszę bardzo wiele wykorzystanych wcześniej pomysłów na waszym albumie. Czy jest to jakaś forma odniesienia się do innych zespołów? Próba zaistnienia na scenie przy pomocy brzmień wcześniej granych przez inne zespoły, czy próba osiągnięcia nurtu poprzez drążenie tematów znanych nam z wcześniejszych albumów innych zespołów?

Piotr: Muzyka jaką tworzymy, to poszukiwania jak najlepszych rozwiązań przede wszystkim aranżacyjnych, to stopniowanie napięcia, emocji. Nie zastanawiamy się nad tym czy ktoś zagrał już coś takiego przed nami, jeżeli byśmy to robili to pewnie w ogóle nie powinniśmy zaczynać grać. Sprawia nam radość to co robimy i nie silimy się na nie wiadomo jaką oryginalność raczej, na szczerość i wiarygodność przekazu. To co kształtowało każdego z nas przez lata na pewno ma odzwierciedlenie w tym co robimy, muzyka jakiej lubimy słuchać też pewnie znajduje ujście w naszych kompozycjach ale to chyba normalne. Jeżeli ludzie mają potrzebę szukania porównań i rozbierania utworów na części pierwsze - proszę bardzo, ale to chyba nie o to chodzi.

Dwa ostatnie dzisiaj zagrane, wasze nowe kawałki, wyraźnie wskazują jednak nurt progresywny? czy jest to kierunek, czy odskocznia?
Mariusz: To raczej potwierdzenie pewnych założeń stylistycznych. Wykorzystujemy instrumenty klawiszowe, bawimy się rytmiką, lubimy stopniować napięcie. To są między innymi elementy stylu naszej muzyki. Teoretycznie również jedne z tych, które klasyfikują muzykę nurtu progresywnego, w cudzysłowie oczywiście, ponieważ słowo "progresywny" wzbudza nie lada emocje. Z wyżej wymienionych powodów ,chcąc nie chcąc, będziemy klasyfikowani jako przedstawiciele tego nurtu. Chociaż nie wydaje mi się żebyśmy czuli się jakimiś naśladowcami zespołów progresywnych...

... ale mimowolnie jesteście....
Piotr: Myślę, że nasza pierwsza płyta to dopiero początek i wydaje mi się, że jesteśmy na dobrej drodze.
Mariusz: Najważniejsza dla nas jest praca nad własnym rozpoznawalnym brzmieniem. Pamiętam, że gdy na pierwszych próbach usłyszałem jaki każdy z nas ma potencjał do tworzenia fajnych dźwięków - zamarzyło mi się żeby zespół Riverside miał już swój własny styl. Żeby nie robić z tego "kolejnej kopii Marillion". Wiesz, kiedyś grałem rock progresywny i nie grzeszyło to oryginalnością. Fajne pomysły, ale brakowało czegoś. Przez te wszystkie lata nauczyłem się wiele. W Riverside wiedzieliśmy już jakich błędów nie należy popełniać, jakich rozwiązań nie należy stosować i do czego - wbrew pozorom - nie należy podchodzić zbyt emocjonalnie. Połączmy to teraz z metalowymi korzeniami Mittloffa i Grudnia. Z ich wcześniejszym, jakże odmiennym praktykowaniem muzycznym. Miała prawo wyjść z tego niezła mieszanka...
Piotr: To, że jesteśmy ze światów metalowych, bo graliśmy w takich zespołach, nie wyklucza tego, że każdy ewoluował i słuchał w domu innej muzyki.
Mariusz: Jasne, bo gdybyście słuchali tylko metalu, nie gralibyśmy teraz tej muzyki ..
Piotr: ... no właśnie. Stad ta mieszanka wybuchowa.

A czy nie będzie dla was obrazą, jeżeli powiem że w pewnym stopniu przyrównuje się was do Porcupine Tree. Jak obieracie takie przyrównanie. Ta muzyka, jaką prezentujecie jest symultaniczna do Porcupine Tree. Tak dużo brzmień tego zespołu można u was znaleźć, w związku z czym wielu krytyków widzi w was polskiego odpowiednika dzieła Stevena Wilsona.
Mariusz: To komplement, bo moim zdaniem Porcupine Tree to jedyny powiew świeżości w muzyce tego gatunku w latach 90-tych. Nie będę ukrywał, że swego czasu byłem zafascynowany twórczością pana Stefana. Myślę, że w niektórych momentach to chyba wokal w Riverside nasuwa takie porównania. Pamiętam, że Wilson w jednym z wywiadów mówił, że nie uważa się za dobrego wokalistę dlatego stosuje te wszystkie bajery i tak komponuje wokale i linie melodyczne żeby to dobrze brzmiało. U mnie sposób komponowania wokalu wynika z bardzo podobnego powodu(śmiech)

Ale wokalnie przyznasz, że dosyć dobrze Ci to poszło.
Mariusz: Jestem zadowolony. Nareszcie kiedy słyszę swój głos nagrany na płycie to już mi to nie przeszkadza.

Do tej pory oprócz Twojego udziału w Riverside doszły jeszcze głosy o współpracy z Indukti ...
Mariusz: Chcę się rozwijać jako muzyk, chcę eksperymentować, cały czas chcę pracować nad swoim stylem, również indywidualnie - korzystając np. z takich okazji jak współpraca z Indukti, którzy tworzą bardzo ciekawe dźwięki i są świetnymi muzykami. Otrzymałem propozycję wystąpienia gościnnie na ich pierwszej płycie i nie ukrywam, że zgodziłem się głównie dlatego, że prócz kolejnego doświadczenia - mogłem dać wiele od siebie. Stworzyć własne, nie narzucone przez nikogo melodie, zaśpiewać dokładnie tak jak chciałem i czułem.

Ale w kolejkę po Twój głos ustawił się nie tylko Indukti, również wiemy o projekcie Amarok....
Mariusz: Skąd wiesz? Przecież to była tajemnica !!! (śmiech)

... ale to nie koniec kolejki, inni muzycy również zapatrują się na współpracę wokalną z Tobą.
Mariusz: Mój udział na płytach Amarok i Indukti to było pewne doświadczenie, którego potrzebowałem. Chciałem coś sobie udowodnić. Nie wiem nic o kolejce muzyków, ale wiem, że mam swój priorytet w postaci Riverside i tego się trzymam. Dlatego chwili obecnej skoków na bok wystarczy, bo za dużo jest do zrobienia właśnie w Riverside.

Piotrze, czy nie czujecie takiej zazdrości, że wasz kolega stał się rozchwytywanym wokalistą?
Piotr: Myślę, że do tego trzeba podejść z dystansem... jak pierwszy raz usłyszałem Mariusza na próbie, to opadła mi szczęka, i nie dziwię się, że u innych ludzi wywołują dokładnie te same reakcje. Musimy sobie ufać. To, że jesteśmy zespołem nie oznacza, że jesteśmy do siebie przywiązani, oczywiście Riverside jest sprawą najważniejszą, ale jeżeli pojawiają się propozycje współpracy trzeba je przemyśleć. Zawsze to możliwość, sprawdzenia się, nawiązania nowych znajomości no i swego rodzaju przygody :)))

Powoli zbliża się maj, jest to dla was gorący termin, co moglibyście powiedzieć o nadchodzącej trasie majowej (Progressive Tour 2004) ?
Piotr: Od 1 maja startujemy na pierwszą część trasy koncertowej po Polsce, zagramy 11 koncertów głównie w południowej części naszego kraju min. Przemyśl, Kraków, Wrocław, Łódź, Bydgoszcz. Oczywiście na trasę nie ruszamy sami, oprócz nas wystąpią jeszcze zespoły Anamor i Intricate Division. Mamy nadzieję, że koncerty będą równie udane jak dwa koncerty w Progresji i dzisiejszy we Wrocławiu.
Mariusz: We wrześniu prawdopodobnie będzie druga trasa ...
Piotr: Tak, we wrześniu planujemy drugą część trasy, i mamy nadzieję trafić do miast w których jeszcze nie graliśmy.
Mariusz: Nie chcemy powielać błędów niektórych zespołów, które stały się tak zwanymi gwiazdami lokalnymi, grającymi tylko i wyłącznie w swoich miastach we wszystkich możliwych klubach co 2 tygodnie. Postanowiliśmy że w tym roku będziemy chcieli wypromować nasz zespół. Miedzy innymi grając koncerty w wielu miastach w Polsce.

Promocja w pewnym sensie wam się udaje: jesteście notowani na liście trójki, piszą i mówią o was w 30Ton, w czasopismach muzycznych, w stacjach radiowych was promują, czy uważacie to jako zaczątek do czegoś większego?

Piotr: Właściwie to o czym marzyłem, zaczynając grę w zespole Riverside, już osiągnąłem. Teraz, każdy nowy dzień przynosi mi kolejną niespodziankę i kolejne cele do zrealizowania. To wspaniałe. Czy to będzie zaczątkiem czegoś większego, zależy tylko i wyłącznie od nas, jeżeli druga płyta będzie równie dobra, to będzie znaczyć, że jesteśmy na dobrej drodze. W każdym razie ja nie spodziewałem się, że tak to się rozwinie...
Mariusz: Nikt się nie spodziewał.
Piotr: Bardzo wiele zawdzięczamy bezinteresownej pomocy ludzi, którzy uwierzyli w naszą muzykę, uwierzyli w nas. Jest w tym również sporo szczęścia i przypadku ale większość rzeczy jest u nas przemyślana i zaplanowana.
Mariusz: Jedno jest pewne: bez ludzi, którzy nam pomogli i pomagają do tej pory, nie osiągnęlibyśmy tego co jest teraz. Co z nami będzie dalej - zobaczymy. W każdym razie cieszę się, że trafiliśmy w swego rodzaju muzyczną lukę na naszym rynku.

No dobrze, to w Polsce, a za granicą? Waszym wydawcą będzie Laser's Edge. Jakie nadzieje macie z tym kontraktem, może jakieś koncerty za granicą? Biorąc pod uwagę, że wasz materiał jest okiem krytyka technicznie lepiej dopracowany niż niektórych zespołów uznanych za gwiazdy. Jak Wy się widzicie w roli takiego zespołu, który wyjeżdża z Polski i próbuje tam grać.
Piotr: Co prawda jeszcze nie wyjeżdżamy ale mamy nadzieję, że wkrótce uda nam sie zaprezentować naszą muzykę ma koncertach poza granicami naszego kraju. W każdym razie to co tam się stanie jest w tej chwili dla nas jedną wielką niewiadomą. Wydaje mi się jednak, że jeśli taka firma jak Laser's Edge, która należy do znanych firm, stawia na Riverside to ma w tym jakiś cel. Jak do tej pory wygląda na to, że Ken z Laser's Edge podchodzi do tego bardzo profesjonalnie co rokuje nadzieję na dobrą współpracę i dobrą promocję Riverside na zachodzie.

Do tej pory nie słyszeliśmy w waszym wykonaniu ani jednego koweru. Czy to oznacza, że zrezygnowaliście z tej formy prezentacji swoich możliwości?
Piotr: Pewnie zrobimy jakieś covery - niewątpliwie urozmaicają one występy na żywo. Mają również to do siebie, że dobrze dobrane, sprawiają niejednokrotnie odblokowanie sie publiczności, która czasem ma z tym problemy. Jednak do tej pory mieliśmy zbyt dużo pracy nad przygotowaniem naszych utworów, zmienił się przecież klawiszowiec w zespole, trzeba było przygotować utwory od początku. Nie mieliśmy czasu, żeby zastanawiać się nad coverami.
Mariusz: W przyszłości takowe na pewno się pojawią.

Zakładamy hipotetycznie, że na fali sukcesu jaką teraz przeżywa zespół ? to jest mała fala, ale kto wie jak ona się przerodzi - może jesień przyniesie coś nowego, druga płyta okaże się sukcesem na rynku wydawniczym - i zakończy się to jednak podpisaniem kontraktu z dużym wydawnictwem, byciem pod tym pręgierzem ludzi, którzy zadecydują jak macie grać.
Piotr: Wydaje mi się, że kiedy osiągasz pewien sukces i kiedy udaje ci się w jakiś sposób zaistnieć, to masz większy wpływ na to jak będzie wyglądał Twój kontrakt. Wiadomo, że podpisanie kontraktu z dużą firmą wiąże się z jakimiś narzuceniami, ale jak już coś znaczysz to masz większość możliwość negocjowania umowy.
Mariusz: Mam cichą nadzieję - jeżeli kiedykolwiek taka sytuacja zaistnieje, że np. podpiszemy kontrakt z dużym wydawnictwem, to wydawnictwo nie będzie nam za bardzo marudziło i pozwoli na swobodę twórczą. Zresztą nie wyobrażam sobie tego inaczej. W innym wypadku zawsze możemy wydać płytę sami. Umówmy się, że oprócz tego, że mamy tendencje do grania kompozycji dłuższych, niestandardowych, neoprogresywnych suit i innych takich, gramy również utwory krótsze. Lubimy grać piosenki. Nasze piosenki. A więc na naszych płytach z utworem na singiel nie powinno być problemu. A to moim zdaniem to główny problem zespołów grających muzykę "progresywną".
Piotr: Poza tym nie da się ukryć, że nie mamy już po 18 lat i pomimo, że reagujemy dość euforycznie na niektóre rzeczy to zawsze przychodzi chwila na refleksję i wspólne rozpatrzenie wszystkich za i przeciw. Nie chcemy stać sie niewolnikami i nabijać komuś portfela, zresztą na razie mamy do wypromowania nasz debiut i na tym się koncentrujemy.
Mariusz: A tak naprawdę to jeszcze nie wiemy jak będzie, zobaczymy jak będzie, na razie dzielimy skórę na niedźwiedziu.

Co do dzielenia skóry na niedźwiedziu: Kiedy ukaże się wasza druga płyta i co z nią planujecie? Czym nas zaskoczycie znowu?
Mariusz: Obawiam się, że płyta nie wyjdzie w tym roku. Na razie postanowiliśmy - jak wspomniałem - wypromować zespół między innymi poprzez występy na żywo. W międzyczasie tworzymy nowy repertuar, ale tym razem czuję, że nie wyrobimy się na Gwiazdkę. Może pierwszy kwartał 2005?. Mamy już kilka nowych kompozycji, które zresztą gramy na koncertach. Kolejny koncept się tworzy... Czym zaskoczymy? Już teraz słyszę, że będzie trochę ostrzej i bardziej mrocznie, ale nie mamy zamiaru zakłócać proporcji pomiędzy delikatnym i ciężkim graniem. Mamy plany i ambicje, żeby przeskoczyć poprzeczkę i nie nagrywać "Out of Myself 2".

Nagraliście swoją płytę w języku angielskim - czy to jest wasza wytyczna, czy jakaś chęć ?
Piotr: Tak naprawdę język angielski daje ci możliwość promowania materiału na całym świecie, otwiera przed Tobą więcej możliwości na znalezienie kontraktu na zachodzie. Nie sądzę, aby Ken Golden byłby zainteresowany wydaniem płyty nagranej w języku polskim, takie są realia, ale ..
Mariusz: Poza tym bardzo prozaiczna ale i ważna sprawa - angielski się lepiej śpiewa, jest więcej samogłosek i mniej szeleszczenia. No i ogólnie muzyka tego typu z językiem angielskim lepiej brzmi. Moim zdaniem, oczywiście.
Piotr: Angielski chcąc nie chcąc jest uniwersalnym językiem, rozumianym praktycznie w każdym miejscu kuli ziemskiej,

Ale polscy słuchacze narzekają, że waszą płytę tylko po angielsku można słuchać.
Piotr: Słuchać tak ale, żeby zrozumieć wystarczy wejść na naszą stronę internetową, gdzie znajdują się wszystkie tłumaczenia tekstów.
Mariusz: A teksty też nie są zbyt skomplikowane...

A co sobie życzycie przez najbliższy okres, jaki dzieli was od wydania drugiego albumu?
Mariusz: Wytrwałości i tego abyśmy cały czas byli przyjaciółmi. W chwili obecnej mamy naprawdę dobry układ w zespole. Czujemy, że gramy w zespole. To nie jest jeden człowiek i reszta. Kiedy doszedł do nas Michał, czuję że nareszcie jest tak, jak powinno być. Poruszamy się w tych samych muzycznych klimatach, każdy z nas na próbach daje coś od siebie. Poza tym życzę nam, aby nowa płyta za którą weźmiemy się po wszystkich trasach, była jeszcze lepsza, i żeby nazwa Riverside zawsze przywoływała u naszych odbiorców pozytywne odczucia...
Piotr: Mariusz powiedział rzecz najważniejszą. Muzykę tworzą oczywiście muzycy ale przede wszystkim ludzie, którzy umieją ze sobą rozmawiać, śmiać się i wyjaśniać konflikty. Bez przyjaźni po prostu utoniemy. Życzę sobie żebyśmy wciąż byli przyjaciółmi

Tego i ja wam życzę. Dziękuję za wywiad.

Wywiadu udzielał

RIVERSIDE

Rozmawiał

Naczelny

Data

2004-02-29
  • B Merlin Pickups
  • B Ls
  • B CM
  • B VE
  • B Audio Technica
  • B Czarcie Kopyto
  • B Paiste
  • B V
  • B Ultimate Ears